Wiele firm technicznych angażuje zewnętrznych pracowników, aby utrzymać tempo projektów. To logiczne: gdy brakuje rąk do pracy, szukasz wzmocnienia. Jednak w praktyce regularnie widzimy, że to zewnętrzne wsparcie nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Nie dlatego, że ludzie są niekompetentni, ale dlatego, że brakuje dopasowania do konkretnego projektu.
Znajomy scenariusz
Projekt trwa. Harmonogram jest napięty. W czwartek zapada decyzja, że od przyszłego tygodnia dołączy nowa osoba.
Mężczyzna, który pojawia się w poniedziałek, jest świetnie przygotowany technicznie. Dobre referencje, doświadczenie w branży instalacyjnej, brak wątpliwości co do wiedzy. Ale ten projekt toczy się w szybkim tempie, z krótkimi momentami przekazania zadań i kierownikiem, który oczekuje, że każdy samodzielnie zajmie się swoją pracą.
W czwartek po południu kierownik musi go jednak trochę pokierować. W piątek część pracy trzeba wykonać od nowa. W kolejnym tygodniu mężczyzna nadrabia zaległości, ale czas już uciekł.
Nie dlatego, że nie potrafił wykonywać swojej pracy. Ale dlatego, że został rzucony na głęboką wodę w projekcie, który wymagał od niego czegoś innego, niż to, do czego był przyzwyczajony.
Problem rzadko leży w samej osobie
W projektach technicznych wsparcie zewnętrzne często zawodzi właśnie w tym punkcie. Ktoś jest dostępny, ma odpowiednie doświadczenie i zaczyna jak najszybciej. Uwaga skupia się na obsadzeniu stanowiska, a nie na pytaniu, czy dana osoba pasuje do sposobu, w jaki się pracuje.
To zrozumiałe. Gdy presja rośnie, chcesz działać szybko. Ale szybko i trafnie to dwie różne rzeczy.
Monter przyzwyczajony do powtarzalnej pracy funkcjonuje inaczej w projekcie, gdzie trzeba się ciągle przełączać między zadaniami. Ktoś, kto jest mocny w samodzielnym działaniu, poddaje się, gdy brakuje struktury. A osoba, która wolniej odnajduje się w nowym otoczeniu, w pierwszym tygodniu kosztuje zespół więcej czasu, niż sama go wypracowuje.
Żadna z tych osób nie jest słabym pracownikiem. Po prostu nie pasują do tego projektu w tym konkretnym momencie.
Dlaczego CV to za mało
CV daje tylko ograniczony obraz sytuacji. Pokazuje, co ktoś robił i co potrafi, ale nie to, jak reaguje, gdy coś jest niejasne, jak szybko się adaptuje lub jak komunikuje się w zespole. To właśnie te czynniki decydują o tym, czy ktoś od razu wchodzi w rytm pracy, czy najpierw musi się „odnaleźć” w projekcie. A to odnajdywanie się kosztuje czas, często większy, niż zakłada się na początku.
Co dzieje się później na placu budowy
Efekt jest znany każdemu, kto realizuje projekty. Stały zespół zaczyna poprawiać i instruować. Pojawiają się dodatkowe wyjaśnienia. Praca jest sprawdzana. Nikt nie mówi tego głośno, ale wszyscy to czują: idzie to oporniej, niż powinno.
Monter, który musi kogoś instruować, poświęca dziesięć minut dziennie na coś innego niż własna praca. Brzmi jak niewiele. Ale w skali tygodnia, przy dwóch lub trzech nowych pracownikach zewnętrznych, to się sumuje. Terminy się przesuwają. Presja rośnie. I wniosek, który zostaje wtedy wyciągnięty – że jakość była niewystarczająca – jest błędny.
To nie jakość, a dopasowanie było problemem.
Jak patrzy na to OBS Workforce
Nie zaczynamy zapytania od pytania o to, kto jest dostępny. Zaczynamy od projektu: w jakiej jest fazie, jakie jest tempo, jak współpracuje zespół i czego konkretnie wymaga to od osoby na miejscu?
Dopiero potem patrzymy na ludzi. Nie tylko na to, co ktoś potrafi, ale na to, jak pracuje i czy to pasuje do wymagań tego projektu.
Wymaga to nieco więcej uwagi na początku. Ale zapobiega sytuacji, w której po tygodniu musisz szukać kogoś od nowa.
Jeśli dopasowanie jest właściwe, kierownik zauważa to już pierwszego dnia. Taka osoba po prostu pracuje, zadaje trafne pytania i nie trzeba jej prowadzić za rękę. Projekt toczy się bez zakłóceń.
Chcesz wiedzieć, czy Twoja zewnętrzna obsada jest odpowiednia?
Skontaktuj się z OBS Workforce. Razem przyjrzymy się Twojemu projektowi i sprawdzimy, gdzie pojawiają się zgrzyty. Bez długich procesów, po prostu konkretne działanie.